W niedzielę Opera na Zamku zaprasza na premierę online opery „Proces”

Opera „Proces” to dzieło ponadczasowe, pełne napięcia i tajemnicy. Wspaniała symbioza amerykańskich nut, polskiej sceny i kafkowskiego absurdu. 

Obecnie słowo „kafkowski” funkcjonuje w naszym słowniku jako swoisty synonim utraty podmiotowości, suwerenności, rzecz dziejąca się w atmosferze koszmaru, paranoi i samotności człowieka.

Symboliczna jest więc data premiery opery opartej na „Procesie” Kafki. 13 grudnia to wyjątkowa data. I tego dnia o godzinie 20:00 Opera na Zamku zaprasza na premierę online opery „Proces” Philipa Glassa w reżyserii Pii Partum, pod kierownictwem muzycznym Jerzego Wołosiuka.

Spektakl będzie można obejrzeć na stronie Opery na Zamku  oraz na kanale teatru w serwisie YouTube:

Proces

Józef K. – nam współczesny. Zamożny, wykształcony, osiągnął zawodowy i towarzyski sukces. A jednak coś go dręczy. Przegląda się w rzeczywistości jak w lustrze i ta rzeczywistość go mierzi. Byle jakie relacje, byle jacy ludzie. On sam przed sobą w tym lustrze – także czuje się byle jaki. I nie ma z tej sytuacji ucieczki. Czuje się schwytany. Czuje się winny…

Metaforę samotności i słabości człowieka, zawartą w mrocznej powieści Franza Kafki, znakomicie wykorzystał w swojej kameralnej operze kultowy współczesny kompozytor Philip Glass, nominowany do Oscara i zdobywca Złotego Globu.

Proces
Fot. P. Nykowski©Opera na Zamku

Premiera „Procesu” odbyła się w Royal Opera House w Londynie w 2014 roku w koprodukcji z Music Theatre Wales. Libretto napisał wybitny reżyser i scenarzysta, zdobywca Oscara, Christopher Hampton.

Muzykę w „Procesie” charakteryzuje ogromne napięcie. Philip Glass, oszczędny w środkach muzycznego przekazu, stosuje powtórzenia, rytmy wzmagające poczucie strachu i absurdu: „Myślę o swoich kameralnych operach jak o bombach neutronowych – małe, ale z potężną siłą rażenia”.

Fot. P. Nykowski©Opera na Zamku

„Proces” to 26 opera Philipa Glassa. Kompozytor chciał ją napisać, odkąd przeczytał powieść jako nastolatek, kiedy była to właściwie całkiem nowa literatura. Powieść została opublikowana w języku angielskim dopiero w roku, w którym się urodził (1937). Dla niego było to prawdziwe odkrycie.

Fot. P. Nykowski©Opera na Zamku

Poniżej fragmenty wypowiedzi Philipa Glassa dla Royal Opera House i autora libretta Christophera Hamptona dla Music Theatre Wales na temat „Procesu”:

Philip Glass, kompozytor: 

„Kafka jest interesującym pisarzem, zmarł w latach dwudziestych ubiegłego wieku, ale był daleko przed wszystkimi w swojej wizji tego, jaki naprawdę jest świat. To, co napisał, jest w pewien sposób tak poważne, że aż straszne. Z jednej strony sam uważał, że jego pisarstwo jest bardzo śmieszne, a jednocześnie widział świat, w rozumieniu zarówno politycznym, jak i społecznym, w który jesteśmy uwikłani, z jasnością, z którą niewielu pisarzy kiedykolwiek zobaczy (…). Czasami muzyka może dokładnie podążać za obrazem, jest dokładnie nad nim, ale jeśli zaczniemy się od niej oddalać – pozwolimy widzowi uczestniczyć w interpretacji. To jedna z rzeczy, które we współczesnym teatrze, operze i balecie, chcielibyśmy zrobić – zostawić widzowi przestrzeń, by pomógł tworzyć opowieść. Dla większości, jak sądzę, będzie to kawał niezłej rozrywki. Utwór jest dosyć poważny, ale także przekomiczny. To trochę jak mądra komedia, która jednocześnie sięga samego rdzenia kwestii społecznych”.

Christopher Hampton, autor libretta:

„To, podejrzewam, jest Everest adaptacji Kafki. Fajnie to robić, ale to dosyć trudne. Powieść jest o wiele dłuższa od materiału i czasu, który mamy. Opera ma dwie godziny, trzeba dokonać wielu wyborów, rozpracować, które wydarzenia są kluczowe i wybrać tę kluczową linię i utrwalić, na ile to możliwe. Muzyka też to uwzniośla, bo czas, jaki zajmuje zobaczenie czegoś, jest proporcjonalnie dłuższy od samych dialogów. „Proces” należy do jakiegoś półtuzina kluczowych powieści XX wieku (…), w pewnym sensie stworzył nowy świat, który z kolei wskazał drogę do całego krajobrazu, który nazywamy kafkowskim i który rozumiemy bardzo dobrze, ale który nie istniał w myśleniu, dopóki nie pojawił Kafka i nie napisał swoich książek. Niezwykłe jest to, że to było tak wcześnie w XX wieku i przewidziało katastroficzne wydarzenia, które miały pochłonąć Europę w połowie XX wieku, więc ma ten dziwny profetyczny sens (…). To coś jak komediowy horror”. 

O Philipie Glassie*:

Dzięki swoim operom, symfoniom i kompozycjom dla swojego zespołu oraz współpracy z wieloma artystami, jak Twyla Tharp, Allen Ginsberg, Woody Allen oraz David Bowie, Philip Glass wywarł niezwykły i bezprecedensowy wpływ na życie muzyczne i intelektualne swoich czasów.

Jego dzieła, m.in. „Einstein on the Beach”, „Satyagraha”, „Akhnaten”, „The Voyage” są wystawiane przez renomowane opery na całym świecie. Glass skomponował muzykę dla teatru eksperymentalnego oraz do nagradzanych przez Akademię takich filmów, jak „Godziny” i „Kundun – życie Dalaj Lamy” Martina Scorsese, a „Koyaanisqatsi”, pierwszy film z udziałem Godfreya Reggio i Philip Glass Ensemble, może być najbardziej radykalnym i wpływowym połączeniem dźwięku i wizji od czasu „Fantazji”. Jego osobiste i zawodowe powiązania ze znanymi na całym świecie czołowymi artystami muzyki rockowej  pop sięgają lat 60. XX w., w tym początki współpracy z artystą Robertem Wilsonem. Glass jest pierwszym kompozytorem, który zdobył szeroką, wielopokoleniową publiczność zarówno w operze, jak i na sali koncertowej, a także w świecie tańca, filmie i muzyki popularnej.

Urodził się w 1937 r. w Baltimore, gdzie dorastał. Studiował na Uniwersytecie w Chicago, a następnie uczył się w Juilliard School i w Aspen u Dariusa Milhauda. Niezadowolony z tego, co wówczas uchodziło za muzykę współczesną, przeprowadził się do Europy, gdzie studiował pod kierunkiem legendarnej pedagog Nadii Boulanger (uczącej również Aarona Coplanda, Virgila Thomsona i Quincy’ego Jonesa) oraz ściśle współpracował z wirtuozem gry na sitarze i kompozytorem Ravim Shankarem. W 1967 r. wrócił do Nowego Jorku i założył Philip Glass Ensemble – zespół składający się z siedmiu muzyków grających na instrumentach klawiszowych i różnych instrumentach dętych drewnianych, wzmacnianych i przepuszczanych przez mikser.

Nowy styl muzyczny rozwijany przez Glassa został nazwany minimalizmem. Sam Glass woli mówić o sobie jako kompozytorze „muzyki o powtarzalnych strukturach”. Duża część jego wczesnej twórczości opierała się na rozbudowanym powtórzeniu krótkich, zgrabnych fragmentów melodycznych, splecionych w tkaninę wrażeń słuchowych. Inaczej mówiąc, zanurzały słuchacza w oceanie wszechogarniających, burzących, zmieniających i rozwijających się dźwięków.

Opery, symfonie, koncerty…

W ciągu 25 lat Glass skomponował ponad dwadzieścia dużych i małych oper, dziesięć symfonii, dwa koncerty fortepianowe oraz koncerty dla kwartetu składającego się ze skrzypiec, z fortepianu, kotłów i saksofonu, dla orkiestry i kwartetów smyczkowych, a także stale zwiększającą się liczbę dzieł na fortepian i organy solo. Napisał ścieżki dźwiękowe do filmów, począwszy od nowych partytur dla stylizowanej klasyki Jeana Cocteau, a skończywszy na filmie dokumentalnym Errola Morrisa, opowiadającym o byłym sekretarzu obrony USA Robercie McNamarze.

Współpracował m.in. z artystami tej miary, co Paul Simon, Linda Ronstadt, Yo-Yo Ma i Doris Lessing. Prowadzi wykłady i warsztaty, daje solowe występy na keyboardzie na całym świecie, a także regularnie występuje z Philip Glass Ensemble.

*źródło: www.philipglass.com

Mało kto wie, że ten jeden z najbardziej popularnych kompozytorów na świecie Glass studiował matematykę i filozofię. Oprócz tego pobierał lekcje gry na fortepianie i zajmował się kompozycją.

Dziennik brytyjski „Independent pisał o Philipie Glassie, że „nie zarabiał na swojej muzyce, dopóki nie skończył 42 lat. Do tego czasu jeździł taksówkami, nosił meble i pracował jako hydraulik (…)”.
Portal „Interlude” opisuje z kolei: „Glass po raz pierwszy wykonał swoją muzykę w sali koncertowej w 1974 roku i powoli jego kariera rozkwitła. Stopniowo napływało coraz więcej prowizji i powoli Glass zdał sobie sprawę, że prawo jazdy taksówki, które odnowił na wszelki wypadek, może już nie być potrzebne. Zrozumiał, że w końcu stał się kimś jako artysta, gdy pewna kobieta zastukała w bok taksówki i powiedziała: „masz takie samo imię jak bardzo znany kompozytor”.
Jaki wpływ wywarła na niego praca filmowa? 

-„Bardzo mnie to ucieszyło” – powiedział Glass dziennikowi „Independent” z rzadkim wybuchem śmiechu. „Muzyka i reklama high-art, różne metryki, różne języki. Jestem jak malarz” – dodał z szerokim uśmiechem, „który maluje abstrakcje w domu, ale lubi robić szkice ludzi na ulicy”.

I dalej „Independent”: „O tym kompozytorze mówi się, że przekroczył granice muzyki, przesunął granice współpracy między sztukami, przesunął granice opery”.

Więcej informacji oraz program na stronie tutaj.

Trailer opery „Proces” Philipa Glassa

Autor: Infoludek.pl szczecin@infoludek.pl