Prof. ZPSB Aneta Zelek: Co ma wzrost temperatury do światowej koniunktury?

Epidemia koronawirusa wywołuje strach o zdrowie. To oczywiste. Ale nie mniej obaw wzbudza oddziaływanie epidemii na stan gospodarki. A trzeba pamiętać, że strach to emocja o bardzo destrukcyjnym wpływie na koniunkturę. Narastająca korona-panika podgrzewa tylko doniesienia z przełomu 2019 i 2020 o nadchodzącej recesji.

Koronawirus się rozprzestrzenia. W najbardziej pesymistycznym wariancie – jak szacuje WHO – może on w perspektywie kilku miesięcy objąć nawet 70 proc. populacji. Łagodniejsze scenariusze donoszą o narastaniu liczby zachorowań do czerwca i wycofywaniu się wirusa w drugiej połowie roku. Niestety wszelkie projekcje co do skali i dynamiki zachorowalności na COVID19 są bardzo niepewne. Pewne jest tylko jedno – ten wirus już zainfekował gospodarkę. Rośnie temperatura… a jej skutki mogą być podobne do skutków przegrzania koniunktury. Czy czeka nas potężny, eksplozyjny kryzys?

Z dnia na dzień napływają coraz bardziej alarmujące informacje na ten temat. Poruszamy się dzisiaj w kanale od bardzo pesymistycznych scenariuszy, zakładających, że tempo wzrostu globalnego PKB będzie przynajmniej o połowę słabsze niż przewidywano (czyli 1,5 proc. a nie 3), po scenariusze lekceważące wpływ chorobotwórczej korony na globalną gospodarkę. Przytomnie, z zimną krwią trzeba stwierdzić, że prawda leży gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami. Ale, nie miejmy złudzeń! Koronawirus zainfekował już gospodarkę na wiele sposobów.

Po pierwsze, strach i ostrożność powoduje, że bezpośrednimi ofiarami epidemii w skali globalnej są:  turystyka, przewozy pasażerskie, gastronomia, rozrywka, handel. Po drugie, w świecie globalizacji przemysłowej doszło już do „przerwania” łańcuchów dostaw i ograniczenia produkcji. Na przykład niemiecki przemysł motoryzacyjny już cierpi na przestoje ze względu na brak dostaw części z Chin. A Chiny to przecież największy na świecie dostawca materiałów i komponentów do produkcji niemal wszystkiego. Wstrzymanie produkcji w Chinach oznacza wstrzymanie, a przynajmniej wyhamowanie produkcji na całym świecie. Zakłócenia w produkcji przekładają się bezpośrednio na ograniczenia aktywności w pokrewnych sektorach. Ucierpi transport, handel, usługi. Ucierpi też rynek pracy. Obniżenie produkcji prawdopodobnie wywoła konieczność redukcji zatrudnienia. Po trzecie w końcu, zakłócenia w produkcji wywołały już poważne spadki na światowych giełdach. Spadki głównych indeksów od kilku do kilkunastu procent w ciągu dnia przypominają sytuację z okresu ostatniego kryzysu finansowego. Tym razem jednak „przecena” dotyczy w zasadzie wszystkich giełd świata, a także cen ropy naftowej. Cena tej ostatniej, na skutek oczekiwań redukcji popytu spadła o blisko 30 proc., tj. najniższego poziomu od 30 lat.  Sytuacja na rynkach światowych jest więc niestabilna i trudna, i taka prawdopodobnie pozostanie przez jakiś czas.

Można i trzeba zakładać, że te i inne informacje napływające ze świata, a głównie z Europy będą miały również wpływ na PKB Polski. Nie można bowiem ufać tezom o wyjątkowej odporności polskiej gospodarki na zjawiska recesyjne. Bez większego ryzyka należy przyjąć, że prognozy wzrostu PKB w Polsce na najbliższy kwartał trzeba obniżyć o co najmniej 1 pkt proc. To bardzo łagodny „wymiar kary” w porównaniu z doniesieniami z Włoch, gdzie już dzisiaj straty w PKB szacuje się na przynajmniej 5 proc. A to tylko skutki krótkookresowe. Trzeba jednak przewidzieć, że jakaś – wcale nie mała – część aktywności gospodarczej może być ograniczona na dłużej. W zasadzie jest pewne, że już do końca roku inwestorzy będą ograniczać ryzyko, zwiększać rezerwy i oszczędności ostrożnościowe oraz wykazywać mniejszą skłonność do inwestowania.

A zatem dominujące do niedawna przekonanie, że nadchodząca recesja będzie krótkotrwała z szybkim odbiciem wydaje się coraz mniej prawdopodobne. Bardziej prawdopodobny na rok 2020 jest scenariusz wysokiej niepewności i narastającego strachu. Rok 2020 upłynie więc pod hasłem: „Czym wyższa temperatura, tym słabsza koniunktura”.

Autor: dr hab. prof. ZPSB Aneta Zelek, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu