Młodzi z pasją: Karolina tworzy makatki i jeździ autostopem po Europie

Na Pomorzu Zachodnim mieszka wielu młodych ludzi z pasją. Karolina Grembowska udowadnia, że można z powodzeniem prowadzić własną firmę, a w czasie wolnym zwiedzać Europę autostopem. 

Może na początku zechciałabyś wyjaśnić na czym polega Auto Stop Race?

Auto Stop Race to wyścig dla studentów organizowany przez Klub Podróżników BIT. Może wziąć w nim udział maksymalnie 500 par, które startują spod Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Organizatorzy ogłaszają pewnego dnia w południe, że o północy wystartują zapisy. Zainteresowanie wydarzeniem jest tak duże, że wszystkie miejsca kończą się zazwyczaj w kilkadziesiąt sekund. Dlatego mimo, że z koleżanką bardzo chciałyśmy wziąć w nim udział, to nie wiedziałyśmy czy się dostaniemy. Meta wyścigu zmienia się co roku. Wydaje mi się, że tegoroczna była najdalej [miasto Calabria we Włoszech – dop. redakcja].

Skąd pomysł, by wziąć udział w Auto Stop Race?

Jakiś czas temu postanowiłam, że pora zacząć korzystać z życia. Ruszyć się z miejsca i zrobić coś dla siebie. Pewnego dnia koleżanka, która brała udział dwa lata temu w Auto Stop Race, zaproponowała żebyśmy w tym roku wyruszyły razem. Pokazywała mi wiele zdjęć z wyścigu, opowiadała sporo ciekawych historii i tak mnie tym zaraziła, że w końcu się zgodziłam. Oczywiście pojawiły się obawy, że sobie nie poradzę. Musiałam przełamać pewną wewnętrzną barierę. Nie ułatwiał sprawy fakt, że meta wyścigu była zlokalizowana tak daleko, a ja nie miałam doświadczenia w takich wyprawach. No, ale jak to mówią, „klamka zapadła”. Wystartowałam z koleżanką w wyścigu i udało nam się go ukończyć. Było to dla mnie ogromnym sukcesem, bo nie wierzyłam, że uda mi się to osiągnąć.

Nie bałaś się? Tyle się słyszy, że wariatów nie brakuje i taka wyprawa autostopem może być niebezpieczna?

W sumie to nie. Jak coś złego ma się wydarzyć, to może się zdarzyć wszędzie. Równie dobrze możesz wyjść z domu i wpaść pod samochód na pasach. Całym wyścigiem bardziej stresowali się moi rodzice niż ja. Dlatego wspólnie uzgodniliśmy, że będę im wysyłać SMS-y rano, w południe i wieczorem, a także numery rejestracyjne samochodów, którymi podróżujemy. Obserwowali też moje konto na Instagramie, na które wrzucałam relacje z podróży. Muszę przyznać, że miałyśmy z koleżanką szczęście, bo nie trafiłyśmy na żadnych „wariatów”. No i miałyśmy taką zasadę, że jak ktoś naszym zdaniem wyglądał podejrzanie, to po prostu nie wsiadałyśmy do jego auta. Dodatkowym zabezpieczeniem był gaz pieprzowy, w który zaopatrzyłyśmy się tuż przed wyjazdem.

młodzi z pasją
Fot. Karolina „Inu” Grembowska

Kierowcy chętnie się zatrzymywali i Was zabierali?

Miałyśmy dużo szczęścia do „stopów”. Kierowcy zatrzymywali się czasem już po 5 minutach. Niestety zdarzył nam się też postój 5-6 godzinny. Jednak nawet wtedy nie traciłyśmy wiary, że ktoś się zatrzyma i nawzajem podnosiłyśmy się na duchu. Okazało się też, że ze wsi czy małego miasteczka łatwiej było nam się wydostać, bo jak jeden z kierowców nas tam wysadził, to zaraz znalazł się drugi, który nas wywoził na trasę. Dobrym patentem była też wsadzona w plecak chorągiewka z flagą Polski. Dzięki temu zatrzymywałyśmy sporo Polaków, którzy dopytywali skąd jesteśmy i jak nam pomóc. Jak nie mogli nas zabrać ze sobą, to oferowali poczęstunek. Ze wszystkich samochodów jakimi jechałyśmy, dla mnie najzabawniej było jechać TIR-em, bo czułam się jak na jakiejś kolejce górskiej. Wtedy też jeden z kierowców nas ostrzegł, że nasze noclegi w namiocie na postoju TIR-ów są niebezpieczne. Na szczęście przez ten czas nie trafiłyśmy na żadnych złych ludzi, ale od tego momentu starałyśmy się bardziej rozsądnie wybierać miejsca na rozbicie namiotu. Oczywiście mogłyśmy też nocą podróżować, ale razem z koleżanką uznałyśmy, że jest to zbyt niebezpieczne i wolałyśmy w tym czasie się wyspać, by mieć energię na następny dzień „stopowania”.

Miałaś chwile zwątpienia?

W sumie to jedną, podczas drugiej nocy wyścigu. Dlatego tak ważne jest, by dobrze dobrać sobie partnera podróży. Wzajemne wspieranie się jest niezwykle ważne. Jak nie wiedziałyśmy z koleżanką, co dalej robić lub któraś z nas miała jakieś wątpliwości, to siadałyśmy i robiłyśmy burzę mózgów. Przeważnie robiłyśmy to wieczorami, by zdecydować czy dalej jechać w trasę czy szukać miejsca na rozbicie namiotu i iść spać. Natomiast jeśli chodzi o łapanie autostopów, to wiedziałyśmy, że prędzej czy później ktoś nas zabierze, więc się tym nie martwiłyśmy i grałyśmy np. w karty. Teraz myślę, że może gdybym jechała z kimś mniej znajomym lub osobą narzekającą, to bym się poddała i nie dotarła do mety. Dlatego tak ważne jest, by osoba nam towarzysząca była sprawdzona i z którą możemy świetnie się bawić.

Co Ci się najbardziej się spodobało? Co na zawsze pozostanie w Twojej pamięci?

To, że nie wydając żadnych pieniędzy, mogłyśmy znaleźć się w drugiej części Europy, ponad 2500 tys. km od domu. To jest niesamowite. Ponadto wszystkie osoby, które nas zabierały, były otwarte i wypytywały nas skąd i dokąd jedziemy, co tu robimy itp. Na długo zapamiętam ich życzliwość i bezinteresowną pomoc. Podczas podróży poznałam również wspaniałych ludzi – innych podróżników. Zapamiętam na zawsze tych z Niemiec, którzy non stop od 6 lat podróżowali autostopem.

młodzi z pasją
Fot. Karolina „Inu” Grembowska

Przybyłaś na metę jako #275 z czasem 79h 28min (3 dni 7h 28 min), podczas gdy zwycięzcy dotarli w 1 dzień 6h i 22 min. Jesteś zadowolona z osiągniętego wyniku? 

Wystartowałam w wyścigu nie po to, by się ścigać, ale by przeżyć przygodę. Czasem przez pół dnia zwiedzałyśmy jakąś miejscowość. Poza tym, od początku wiedziałyśmy, że nie mamy co liczyć na podium. Chciałam też sprawdzić czy w ogóle jestem w stanie dojechać tam autostopem. Dlatego dotarcie do mety autostopowego wyścigu jest dla mnie dużym osiągnięciem i cieszę się bardzo, że mi się to udało.

Wydarzyło się coś zabawnego podczas podróży?

Pewnego razu trafiłyśmy na bardzo miłego kierowcę TIR-a, który jak usłyszał co robimy, to zaczął się o nas bardzo martwić. Najchętniej od razu odwiózłby nas do domu. Udało nam się go jednak przekonać, że damy sobie radę i później wysyłałyśmy mu zdjęcia z podróży. Można powiedzieć, że przez to spotkanie zyskałyśmy troskliwego starszego brata.

Powtórzyłabyś to znowu?

Z pewnością tak. Chcemy z koleżanką wystartować również w przyszłym roku, choć ja nie spełniam wszystkich wymogów regulaminu, bo nie jestem studentką. Na szczęście w parze musi być tylko jedna osoba posiadająca status studenta, a osoba towarzysząca musi być przed trzydziestką. W wyścigu piękne jest to, że tak naprawdę nic człowieka nie ogranicza. Wystarczy tylko chcieć. Muszę przyznać, że sama pewnie bym nie odważyła się wystartować, ale wyścig w parze to co innego. Można wtedy na bieżąco przeżywać wszystko ze swoim towarzyszem i mieś w nim oparcie. Jeśli nie uda nam się zapisać na następną edycję Autostop Race, to może sama coś zorganizuję, zwołam znajomych, spakujemy plecaki i pojedziemy np. do Portugalii.

Jak już dojechałaś na metę, to dalej zwiedzałaś autostopem Włochy?

Zależy kiedy przyjedziesz na metę. Im szybciej, tym więcej masz czasu na imprezy, które organizowane są przez ASR i zwiedzanie okolicy. My z koleżanką postanowiłyśmy, że za dnia nie będziemy brały udziału w tych studenckich wydarzeniach, tylko zwiedzimy okolicę. Poruszałyśmy się oczywiście autostopem i udało nam się zwiedzić kilka okolicznych miejscowości.

młodzi z pasją
Fot. Karolina „Inu” Grembowska

Zauważyłam na twoim Instagramie, że zajmujesz się tworzeniem makatek. Skąd wzięło się to zainteresowanie?

Zawsze lubiłam tworzyć różne rzeczy. Pewnego dnia w moje ręce wpadły włóczki i tak zaczęłam się uczyć dziewiarstwa. Zajmuję się nim od kilku lat, ale dzięki popularności social media mogłam zrobić z tego pracę. Moim głównym medium w sieci jest Instagram. Pokazuję na nim swoją kreatywną duszę, biznes od kuchni i oczywiście produkty, które tworzę. Dzięki działalności w internecie można dotrzeć do ludzi z całego świata. Zdarzyło mi się wysyłać produkty do Japonii, Czech, regularnie wysyłam do Niemiec. Zastanawiam się też nad poszerzeniem działań w mediach społecznościowych o bloga czy kanał na Youtube. Chciałabym tam poruszać sprawy związane z kreatywnością.

Dlaczego postanowiłaś nauczyć innych tworzenia makatek?

Po wielu prośbach obserwujących mnie na Instagramie użytkowników postanowiłam zorganizować warsztaty tkania makatek, czyli czegoś, czym zajmuję się na co dzień zawodowo. Ich prowadzenie tak mi się spodobało, że teraz organizuję je kilka razy w miesiącu w różnych miastach Polski. Czuję bardzo dużą satysfakcję nauczając ludzi, którzy są zainteresowani tą dziedziną rękodzieła. A zadowolenie moich kursantek po warsztatach utwierdza mnie w przekonaniu, że robię kawał dobrej roboty.

Interesujesz się czymś jeszcze?

Wieloma rzeczami. Przede wszystkim związanymi z tematyką artystyczną, ale także grą na ukulele, bieganiem, jazdą na rowerze, koncertami i poznawaniem różnych miejsc.

Interesujesz się czymś ciekawym? Chciałbyś się tym podzielić z innymi? Napisz do nas na szczecin@infoludek.pl.

Autor: Magdalena Góralczyk