Trwa kryptowalutowa hossa. Bitcoin najdroższy od miesięcy

Inwestorzy działający na rynku kryptowalutowym wreszcie doczekali się poważnych wzrostów cenowych. Cyfrowe środki płatnicze drożeją z dnia na dzień. Trend wyznacza oczywiście Bitcoin, który jest najdroższy od około pięciu miesięcy.

Co jednak istotne – na wartości zyskują również altcoiny. Traderzy zacierają ręce na myśl o zarobku, a ci, którzy nie zdołali zakupić odpowiednich aktywów w czasie cenowego dołku, zastanawiają się, do kiedy potrwa obecna hossa. Jak wiadomo, obecny rok na rynku krypto do spokojnych nie należy. Kursy wahają się często, a skoki cen bywają naprawdę duże.

W czwartek, 7 października Bitcoin podrożał do poziomu 55,5 tysiąca dolara za token. To wzrost o około 25 procent. Waluta kryptograficzna stworzona przez Satoshiego Nakamoto nie była tak droga od maja, kiedy to doszło do rynkowego krachu. I choć do rekordowego poziomu ponad 60 tysięcy dolarów za wirtualną monetę jeszcze trochę brakuje, to już spekuluje się, że granica ta zostanie prawdopodobnie przekroczona jeszcze przed końcem roku. Drożeć mają też inne kryptowaluty. To kolejny sygnał, który powinien skłonić inwestorów do zainteresowania się mniej popularnymi aktywami tego typu.

Skąd skok cenowy Bitcoina?

Zastanawiające może wydawać się, co doprowadziło do takiego skoku kursu BTC. Tu przypomnieć należy, że cena najpopularniejszej kryptowaluty świata nie chciała specjalnie podnieść się przez wiele miesięcy, choć różnych czynników zewnętrznych sprzyjających takiemu rozwojowi nie brakowało. Wspomnieć wystarczy chociażby fakt przedstawienia planu 650 banków z USA, które chcą oferować swoim klientom możliwość nabycia cyfrowych walut.

Niska cena Bitcoina była pokłosiem kilku ważniejszych czynników. Wśród nich na pewno należy wyróżnić to, że rynek potrzebował choćby pozornej stabilizacji po pęknięciu bańki. Teraz nastają dobre warunki ku temu, by BTC znów mógł rosnąć w siłę. Eksperci wskazują, że październikowy wzrost jest efektem słów Janet Yellen, sekretarz skarbu w gabinecie Joego Bidena oraz słowach Gary’ego Genslera, szefa amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, którzy jasno powiedzieli, że na razie nie ma planów wprowadzenia przepisów ograniczających handel kryptowalutami.

Taka zapowiedź wystarczyła, by rynek znacząco się ożywił. Wzrosła nie tylko cena Bitcoina, ale także znacznie zwiększyła się kapitalizacja tego aktywu. Wzrosła ona do poziomu 44,52 proc. i przekroczyła poziom 1 biliona dolarów.

Zyskują także inni 

Zapowiedzi Janet Yellen oraz Gary’ego Genslera nie dotyczyły tylko Bitcoina, ale całego rynku kryptowalutowego. Nic zatem dziwnego, że pozytywnie na ich słowa zareagowały także inne cyfrowe pieniądze. Doskonale rodzi sobie m.in. Ethereum, które powoli zbliża się do osiągnięcia swojego rekordowego kursu. Przypomnijmy, że w maju tego roku za jeden ETH trzeba było zapłacić ponad 14,5 tysiąca dolarów. Teraz na fali trwającej hossy cena tej kryptowaluty wynosi 14,2 tysiąca USD. Delikatnie odbicie zaliczył też Litecoin, za którego teraz płaci się niespełna 180 dolarów za sztukę.

Największych wygranych wśród altcoinów trzeba jednak szukać nieco głębiej. Przykład? Tokeny Shiba Inu podrożały pod koniec zeszłego tygodnia o około 64 procent! Co ciekawe, eksperci wskazują, że podwyżka cenowa nie jest efektem kolejnych aktywności w social media Elona Muska.

Mniejsze kryptowaluty w natarciu 

Rok 2021 pod wieloma względami upływa pod znakiem natarcia alternatywnych kryptowalut. Choć ich ceny nie zbliżyły się nawet do pułapu, na jakim znajduje się Bitcoin, to w czasie wiosennego dołka rynkowego wielu inwestorów mogło dzięki nim odrobić poniesione straty. Potencjał tych aktywów jest zdaniem niektórych ekspertów czy traderów ogromny. Tu wspomnieć można chociażby o takich środkach jak Solana, Polkadot, Uniswap czy Cardano.

Zależność wydaje się dość prosta – skoro w tym roku popularność zdobyły kryptowaluty tworzone dla żartu (np. Dogecoin), to dlaczego podobny los nie miałby spotkać alternatywnych cyfrowych pieniędzy tworzonych z poważniejszych pobudek i na dodatek mających technologiczne argumenty za tym, by faktycznie zaczęły znaczyć na rynku coś więcej. Ostatnie miesiące dobitnie pokazały, że o ile pozycja Bitcoina nie jest specjalnie zagrożona, to mniejsze kryptowaluty nie powinny być przez inwestorów w żaden sposób ignorowane.

Inwestorze, zachowaj ostrożność! 

Ostatnie skoki cenowe na rynku kryptowalut, choć cieszą inwestorów, ponownie pokazują, jak aktywa te podatne są na nagłe i gwałtowne zmiany kursów. Potwierdza się to, o czym mówi się od lat – cyfrowym pieniądzom daleko do stabilności, jaką mogą się pochwalić inne aktywa, w które traderzy lokują własny kapitał (np. surowce). Dlatego każda osoba wchodząca na ten grząski grunt powinna mieć świadomość, że za pomocą kryptowalut można w takim samym stopniu znacząco się wzbogacić, ale też szybko zbankrutować. Inwestowanie w jakiekolwiek aktywa wiąże się z ryzykiem.

W przypadku walut krypto jest ono szczególnie duże, właśnie ze względu na skłonność do nagłych i sporych zmian cenowych. Dodać do tego należy plany poszczególnych krajów, które chcą mieć większą kontrolę nad tym rynkiem. O ile w USA nie zostaną wprowadzone żadne regulacje ograniczające handel krypto, o tyle niewykluczone, że na podobne kroki zdecydują się inne państwa. Dla przykładu – Chiny, które chcą wprowadzić swoją cyfrową walutę, już uznały wszystkie transakcje kryptowalutowe za nielegalne. Trudno określić, jak pod tym względem rysuje się przyszłość wirtualnych środków płatniczych. Niewykluczone, że wraz ze wzrostem ich popularności, pewnego rodzaju ograniczenia prawne w handlu i powszechnym używaniu będą pojawiać się lawinowo, a to na pewno odciśnie piętno na cenach wybranych aktywów.

Artykuł sponsorowany marketing@infoludek.pl